Magda pracowała w korporacji. Miała stanowisko i pensję, które jej bardzo odpowiadały. Z pozoru wszystko układało się dobrze, jednak od pewnego czasu zaczęła odczuwać lekki opór, z powodu restrukturyzacji i wielu szkoleń, które odbywała w związku z tym. Firma chciała się rozwijać i bardzo dużo inwestowała w kursy, odbywające się w soboty. Z drugiej strony Magda chciała spędzać ten czas ze swoim chłopakiem i dzieckiem z poprzedniego związku, przez co stale narzekała na kolejne pomysły szefostwa.

Pewnego słonecznego poranka, gdy siedziała wraz z kolegami na sali, przyszła team liderka i ogłosiła, że w kolejne 3 weekendy będą się odbywały szkolenia:

– Moi Drodzy! Dyrekcja zainwestowała w szkolenia z obsługi nowego systemu, na którym pracujemy, dlatego proszę Was o zarezerwowanie 3 sobót w tym miesiącu.

Na sali rozszedł się lekki szmer. Magda poczuła, jakby ktoś przyłożył jej w twarz. Była oburzona, że dyrekcja w ogóle nie myśli o czasie wolnym dla pracowników. Przecież pracują dzień w dzień i zasługują przecież na wolne. Krew zagotowała się w jej żyłach i nie wytrzymała:

– Czy Dyrekcja wzięła pod uwagę, że pracownicy potrzebują wolnych weekendów? Katujecie nas szkoleniami od dwóch miesięcy, a ja mam wrażenie, że zupełnie nic z tego nie mamy! – sama zdziwiła się swoją bezczelnością oraz wybuchem. Stałą na środku sali, wszyscy jej się przyglądali w milczeniu, ale zauważyła, jak kilka osób delikatnie potakuje głowami. Dodało jej to nieco energii, więc dodała – Czy dyrekcja może rozważyć sytuację, w której szkolenia odbywają się raz, maksymalnie dwa razy w miesiącu?

– Pani Magdaleno. Widzę, że ma Pani słabe poparcie, wśród kolegów i koleżanek, więc proponuję, aby zachowała Pani dla siebie swoje prywatne potrzeby i z nimi przyszła do mnie do gabinetu. Uważam, że możemy porozmawiać o Pani sugestii indywidualnie, nie mieszając w to osób niezainteresowanych. Zapraszam za mną – jej szefowa odpowiedziała mocnym głosem i tak stanowczo, że Magda poczuła niewielkie zmieszanie, jednak podniosła głowę i poszła za Dorotą.

Weszły do gabinetu, ukrytego w głębi bocznego korytarza.

– Pani Magdo! Po pierwsze mam nadzieję, że to jest Pani ostatni tego typu publiczny występ w naszej firmie. Pod drugie nie życzę sobie takich histerycznych zachowań i narzucania swojego zdania całemu zespołowi. Po trzecie to psuje atmosferę pracy. Po czwarte, jeśli chce Pani mieć więcej wolnego proszę z takimi sprawami przychodzić do mnie. Po piąte te szkolenia są niezbędne, żeby wdrożyć system. Jeśli Pani ich nie przejdzie, widzę pod znakiem zapytania naszą dalszą współpracę. Trzy będą w tym miesiącu, a w kolejnym jeszcze dwa. Poza tym w tej chwili firma potrzebuje aktywności ze strony pracowników ze względu na sytuację rynkową i musimy jako zespół postarać się sprostać wymaganiom rynku, które zwiększyły się po pojawieniu się konkurencji. Czy rozumie Pani sytuację?

Magda, chciała coś powiedzieć, ale poczuła, że cała para z niej zeszła. Usłyszała tylko swoje:

– Rozumiem. Dziękuję. Wracam do pracy?

Wstała z krzesła i cicho wyszła z pokoju.

Kolejne dni spędziła na pracy partyzanckiej. Wykorzystywała każdą przerwę na lunch, żeby rozmawiać z kolegami i upewniać się jakie jest ich stanowisko w sprawie szkoleń. Nie było jej trudno spotykać się z innymi, ponieważ rozeszła się po biurze historia o jej „bezczelności”, przez wszystkich nazywanej wspaniale, jak wtedy myślała, „odwagą”. Mówiła: „Musimy walczyć o swoje interesy!”, „Jeśli nie my, to kto ma się zająć tą sprawą?”, „My oddajemy dodatkowo 3 dni w miesiącu, żeby prezes mógł rozbijać się samolotem i latać wiecznie na wakacje!” Po dwóch tygodniach takich zabiegów atmosfera w firmie zaczęła się podgrzewać. Wtedy do Magdy przyszła Alicja.

– Kochana, przyjaźnimy się, obserwuję Cię od dwóch tygodni. Wierzę, że masz dobre intencje i chcesz dla wszystkich jak najlepiej, ale doszły mnie słuchy, że ludzi kręcą rozmowy z Tobą, ale nikt do tej pory nie pisnął ani słowa team liderom o możliwych zmianach. Gdy obserwuję naszych kolegów i koleżanki oni po prostu chcą zachować pracę, a taki bunt, może ich jej pozbawić.

– Co Ty wygadujesz? Przecież wszystkich nie zwolnią! Ze mną rozmawiają inaczej. Obiecują, że poprą petycję, którą właśnie piszę i chcę przynieść jutro do biura. Puszczę ją w obieg, zbiorę podpisy i zaniosę do dyrekcji. Muszą się zgodzić.

– Magda, zastanów się nad tym co robisz, możesz stracić pracę. Masz dziecko na utrzymaniu. To jest banalna sprawa. Za dwa miesiące szkolenia się zakończą i będziesz mogła spokojnie odpoczywać w weekendy. Pamiętaj o swoich priorytetach!

– A co Ty wiersz o moich priorytetach. Po prostu tchórzysz, jesteś taka jak Ci, którzy trzęsą tyłkami na widok szefa i jak pies z podkulonym ogonem wykonują posłusznie komendy, nie bacząc na to, że zbierają kopniaki w brzuch. I co się stanie? Zwolnią mnie? Niech zwalniają. Poradzę sobie! – Magda pierwszy raz podniosła głos na Alicję. Nastała chwila ciszy… Obie kobiety spojrzały sobie w oczy, po czym Alicja szybko obróciła się, ruszyła do siebie, rzucając na koniec:

– Rób, co uważasz. To Twoje życie… – i odeszła.

Już chwilę później Magda czuła się tak źle z powodu swojego wybuchu, że chciała pójść do przyjaciółki i ją przeprosić, jednak nie zdobyła się na odwagę i postanowiła to zrobić wieczorem. Alicja jednak nie odpowiadała na jej telefony, a że pracowała w innym skrzydle budynku, nie miały wielkich szans na przypadkowe spotkanie. Magda nie zobaczyła Alicji przez kolejne dwa tygodnie.

„Obraziła się. Zachowuje się jak dzieciak. I co takiego się stało? Po prostu powiedziałam jej co myślę.” – Magda tłumaczyła sobie w myślach.

Petycja została przekazana w ręce kolegów i poszła w obieg. Podpis Magdy widniał dumnie na początku, a sama autorka dokumentu zobowiązała się, że pójdzie z tym osobiście do dyrekcji. W końcu podpisało się tylko kilkanaście osób i wtedy kartka trafiła przypadkiem w ręce team liderki Doroty. Oczywiście od razu było wiadomo, kto jest autorem petycji, więc Magda trafiła ponownie do gabinetu na rozmowę. Tym razem Dorota była spokojna. Przyglądając się uważnie Magdzie zaczęła:

– Pani Magdo, co jest Pani celem?

– Pani Doroto. Uważam, że dyrekcja powinna wziąć pod uwagę, że pracownicy mają jeszcze swoje życie prywatne. Proszę ustawiać szkolenia w tygodniu, w czasie naszej pracy.

– Nie możemy sobie na to pozwolić. Rozmawiałam z osobami odpowiedzialnymi za program szkoleniowy i takie ustawienie terminów ma swoje uzasadnienie.

– Nie dla mnie. Podejrzewam, że osoby, które to robią, mają w nosie mnie, moich kolegów i koleżanki! – Magda wybuchnęła

– Pani Magdo – liderka mówiła tak spokojnie jak na początku, zupełnie nie reagując na słowa Magdy – Jeśli mówię, że nie możemy tego inaczej zorganizować, oznacza to, że jest to prawda. Firma działa tak, a nie inaczej. Przez 7 dni zebrała Pani 13 podpisów, w tym jeden jest Pani. Czy to według Pani jest opinia większości?

– Wszyscy trzęsą tyłkiem – wymamrotała pod nosem Magda.

– Słucham? – zapytała Dorota.

– Ludzie się boją podpisywać – Magda odpowiedziała dużo głośniej.

– Zatem uważam sprawę za zamkniętą. Jeśli mamy tylko kilkanaście osób zainteresowanych tematem, to znaczy, że większości odpowiadają takie warunki. Powiem Pani wprost. Potrzebujemy wykwalifikowanych ludzi, inwestujemy w Wasze szkolenia, w umowie o pracę zaznaczaliśmy, że firma wymaga uczestniczenia w kursach podstawowych, do których należą wymienione w Pani piśmie. Nie ma u nas miejsca dla osób, które nie chcą się rozwijać. Proszę to przemyśleć.

Magda wyszła z gabinetu wściekła. Była zła na liderkę, kolegów i koleżanki oraz cały świat. W domu zrobiła córce karczemną awanturę za to, że nie pozmywała naczyń. W końcu postanowiła „zorganizować” sobie zwolnienia lekarskie na planowane szkolenia, jako wyraz swojej głębokiej konsekwencji w dążeniu do celu. Była z siebie bardzo dumna, czuła, że robi słusznie. Da im nauczkę. Inni wezmą z niej przykład i w ten sposób zmusi szefostwo do zmiany polityki. Zjawiła się na pierwszym szkoleniu, a potem przez dwa tygodnie była nieobecna. Dopięła swego. W tym czasie spędziła miło czas nad jeziorem.

Gdy wróciła do pracy, zastała wypowiedzenie na swoim biurku. Była nim tak zaskoczona, że nie wiedziała co ma ze sobą zrobić. W końcu po godzinie kręcenia się w biurze, po prostu wyszła i wróciła do domu.

Wieczorem się rozpłakała. Nagle cała jej złość na dyrekcję odpłynęła i pojawił się lęk. Co ja zrobię? Przecież muszę zapłacić ratę za mieszkanie, utrzymać siebie i dziecko. Płakała przez cały wieczór, aż w końcu zdobyła się na telefon do Alicji. Wierzyła, że przyjaciółka jej wybaczy poprzedni wybuch i pocieszy w trudnej sytuacji.

– I co ja mam teraz zrobić? – lamentowała Magda – Jak mogli dać mi wypowiedzenie? Jak to się stało? Jestem kompletnie zaskoczona ich postępowaniem.

Alicja była zaskoczona zaskoczeniem Magdy. Przecież wszystko na to wskazywało. Każde zachowanie Magdy w firmie, w ciągu ostatnich trzech miesięcy, prowadziło wprost do wypowiedzenia. Nie miała jednak ochoty więcej pouczać Magdy. Uznała, że jej przyjaciółka musi sama zrozumieć, że każde działanie ma swoje konsekwencje. Każdy musi również samodzielnie nauczyć się rozwiązywać swoje problemy.

* * *

Czy zdarza Ci się obserwować wśród swoich znajomych, przyjaciół, rodziny osoby, które same na siebie ściągają podobne wydarzenia?

Czy zdarza Ci się postępować podobnie do Magdy? Czego się nauczyłeś lub nauczyłaś czytając ten tekst?

Jeżeli to, co robię podoba Ci się i rozważasz zatrudnienie mnie jako coacha, zapisz się na bezpłatną konsultację.

Komentarze

comments