Jest 5:45 rano. O tej porze na dworcu autobusowym pojawia się coraz więcej ludzi, ciągnących za sobą torby i walizki na kółkach, zadumanych, zmęczonych i pospiesznie poszukujących swoich pojazdów, które mają ich zawieźć w zaplanowanym z góry kierunku. Przy jednej z platform stoi duży, kolorowy, nowoczesny autobus jednej ze znanych linii.
Na peronie pojawia się mężczyzna około pięćdziesiątki z dużą walizką. Powoli podchodzi do autobusu.
– Dzień dobry! Czy ten autobus jedzie do Krakowa?
– Zgadza się – odpowiada kierowca – Poproszę bilet.
– Nie mam, chcę kupić teraz.
– Przykro mi, ale nie prowadzimy sprzedaży biletów w autobusie. Musiałby Pan zamówić przez internet.
– Jak to? Przecież czytałem na stronie. Nic takiego nie znalazłem. – zaskoczony mężczyzna zaczyna mówić z coraz większym naciskiem – Nie było takiej informacji. Proszę mi sprzedać bilet.
– Nie prowadzimy sprzedaży biletów. Taka jest polityka firmy – kierowca zaczyna odwracać wzrok od zagubionego klienta.
– Ale jak to? Nie chcecie zarobić pieniędzy? – mężczyzna wydaje się być poirytowany całą sytuacją.
– Taka jest polityka firmy. Gdyby Pan zamówił bilet przez internet, to mógłby Pan pojechać.
– To skandal. Jak to możliwe, że nie sprzedajecie biletów.
– Są linie, które sprzedają. My nie.
– Ale, na stronie PKSu nie było takiej informacji.
– To niemożliwe, znam naszą stronę na pamięć. Na samej górze jest informacja, że należy zakupić bilet przez internet. Musiał Pan wejść na stronę innej firmy przewozowej – kierowca wydaje się być już zmęczony tą rozmową, ale dalej kontynuuje ją z naciskiem przekonując niedoszłego pasażera, że ten nie ma szans, żeby pojechać z nim do Krakowa.
Rozmowa trwa w najlepsze. Mężczyźni dyskutują. Klient swoje, a kierowca swoje. Powtarzają się te same zdania, trwa walka na te podobne argumenty. Bez końca, z uporem. Minęła godzina 6:00, a mężczyzna dalej próbuje przekonywać kierowcę do czegoś czego on nie może zrobić, zgodnie z zasadami panującymi w jego firmie.
– Proszę iść na dworzec kolejowy, to blisko – mówi zdesperowany kierowca
– Teraz już nie zdążę mam pociąg o 6:20, a potem dopiero o 8:00 – lamentuje mężczyzna
– Niech się Pan cieszy, że to Katowice. Kiedyś w takiej samej sytuacji miałem klientów w Paryżu.
Jakaś para obserwuje całe zajście i słychać, jak chłopak mówi do swojej dziewczyny, na tyle głośno, że zarówno kierowca, jak i klient są w stanie to usłyszeć.
– Do dworca jest 10 minut drogi pieszo… – zdziwieni spoglądają na obu mężczyzn.
* * *
Czy zdarza Ci się obserwować podobne zachowania, gdy ktoś przywiązany do jedynego słusznego sposobu rozwiązania problemu, próbuje forsować coś, do czego przywiązał się jego umysł, podczas gdy inne rozwiązania są na wyciągnięcie ręki? Możesz zrobić rachunek sumienia. Czy Tobie też się to zdarza?
Jeżeli to, co robię podoba Ci się i rozważasz zatrudnienie mnie jako coacha, zapisz się na bezpłatną konsultację.