Oto metaforyczna opowieść mówiąca o tym, że warto czasami zastanowić się dokąd zmierzam, gdzie pedzę.

W pięknej leśniczówce urodził się chłopiec o imieniu Tom. Jego dziadek był drwalem, jego ojciec również, więc rodzice zdecydowali, że Tom, zgodnie z rodzinną tradycją, również zajmie się tym fachem.

Chłopak dorastał, a ojciec coraz częściej zabierał go do lasu, do pomocy przy wycince drzew. Tom nie przepadał za  pracą w lesie, z drugiej strony był rozsądny i pracowity, więc przyzwyczaił się do pracy bardzo szybko. Gdy wchodził do lasu ciął wszystko po kolei i nie zastanawiał się. W tym samym czasie marzył o żeglowaniu po szerokim morzu, o którym czytał wieczorami w książkach. Rodzice byli z niego zadowoleni, że pracowity z niego chłopak. Tylko czasem mówili: „Zostaw te historyjki i bierz się do roboty!”

W końcu Tom osiągnął wiek 16 lat i ojciec podarował mu pierwszą własną siekierę. Ucieszyłby się, gdyby to było zaproszenie na rejs, jednak nie chcąc sprawiać przykrości rodzinie, uśmiechnął się i podziękował z udawaną radością. Siekiera była nowa, piękna, błyszcząca i naostrzona. Od tamtej pory praca zaczęła mu iść jeszcze szybciej.

Po kilku latach  jego ojciec zmarł. Tom jako najstarszy mężczyzna stał się automatycznie głową rodziny. Dalej snuł marzenia o żegludze, ale wiedział, że to marzenie pozostanie już tylko w sferze wyobraźni. Żył w lesie. Rodzina go potrzebowała. Nie zastanawiał się nad tym. „Takie jest życie” – pomyślał.

Pewnego lata otrzymał kolejny obszar lasu do wycięcia, więc bez wahania zabrał się za robotę. Praca szła mu jakoś ciężej, ale nawet nie zwrócił na to uwagi. Wracał dużo bardziej zmęczony do domu. Pewnego dnia poczuł, że praca idzie mu trzy razy wolniej. I ten sygnał zignorował, sądząc, że to może być zwykłe zmęczenie. Zamiast zatrzymać się i zastanowić, zaczął wytężać jeszcze bardziej swoje siły. Ciął siekierą zapamiętale, wyobrażając sobie, że przedziera się przez dżunglę, jako odkrywca nowego lądu.

Nagle uderzył w drzewo i siekiera pękła, silnie raniąc go w nogę. Padł na ziemię i stracił przytomność. Jego koledzy podbiegli do niego i zanieśli do domu.

Tom stracił dużo krwi i nikt nie potrafił mu pomóc, więc posłano po miejscową znachorkę, która zajmowała się leczeniem w okolicznych wioskach. Zawsze udawało jej się pomagać ludziom w najcięższych nawet przypadkach, więc zapraszano ją do chorych i cierpiących, dając w zamian jedzenie, naczynia i meble. Zawsze tyle ile kobieta oczekiwała w zamian.

Tego dnia wypędziła wszystkich z pomieszczenia, w którym leżał Tom i zajęła się jego obrażeniami. Oczyszczała ranę przez wiele godzin, potem obłożyła je dziwnie pachnącą maścią, następnie, podała mu napar i rozpoczęła odprawiać rytuały.

Po kilku godzinach Tom obudził się. Otworzył oczy i widząc przed sobą nieznaną twarz, zapytał:

– Czy jestem na wyspie? Udało mi się dopłynąć?

Szamanka natychmiast odpowiedziała:

– Dopłynąłeś, ale nie tam, gdzie chciałeś.

– A gdzie jestem – zapytał Tom.

– W lesie, w swoim domu…

Na te słowa Tom posmutniał i zamilkł na dłuższą chwilę.

– Co się stało? – zapytał po chwili.

– Ostrze twojej siekiery pękło i raniło Cię w nogę. Było tępe, więc mocno Cię poszarpało. Musiałam wyciągać odłamki. Masz szczęście, że żyjesz.

Tom zadumał się przez dłuższą chwilę.

– Jak długo spałem?

– Trzy dni – odpowiedziała kobieta.

– To były najpiękniejsze trzy dni w moim życiu. Pływałem wspaniałym okrętem i żeglowałem, po bezkresnych oceanach. Przebudzenie, ten dom, to wszystko sprawiło, że czuję się podle i mam ochotę tam wrócić…

Szamanka, obserwowała go przez dłuższą chwilę,  a potem odrzekła.

– Jak myślisz, dlaczego przytrafił Ci się ten wypadek?

– Od lat nie ostrzyłem mojej siekiery, nie dbałem o ostrze, które rdzewiało. Stale tylko snułem marzenia o żegludze. Pamiętam, że w dniu, gdy ostrze pękło w wyobraźni płynąłem w stronę nowej wyspy, którą pragnąłem odkryć ze swoją załogą. Potem znalazłem się na nieznanym lądzie i przedzierałem się przez dżunglę – zamyślił się na chwilę, spoglądając w sufit – zupełnie, jak bym żył tyko w tamtym świecie. Pamiętam swoje marzenia o żegludze, nie pamiętam swojego życia tutaj.

– Czego się nauczyłeś?

– Nauczyłem się, że nie można dobrze żyć próbując być jednocześnie w dwóch rzeczywistościach. Trzeba znaleźć swoje własne miejsce i się tego trzymać. Próbując robić bezmyślnie jedno i marzyć jednocześnie o drugim, tracę kontakt ze światem. Przypomniało mi się teraz, że przyszło do mnie przynajmniej kilka ostrzeżeń, że coś dzieje się nie tak. Te pierwsze były bardzo subtelne. Inne dużo wyraźniejsze, a ja dalej, bezmyślnie rąbałem drzewo. Aż w końcu musiało się wydarzyć coś, co mnie obudziło.

– Co chcesz teraz zrobić? – zapytała szamanka.

– Odejdę z lasu i zaciągnę się na okręt. Tym razem wybiorę – świadomie.

– A co z Twoją rodziną? – zapytała

– Siostra ma narzeczonego, który kocha las i uwielbia pracę w tym fachu. Ja nigdy za nią nie przepadałem, ale tak bardzo się rozpędziłem, że nie miałem czasu ani przemyśleć swojego życia, ani przyłożyć się do roboty, ani naostrzyć siekiery. On mnie zastąpi, a ja pójdę tam, gdzie moje miejsce. Mógłbym nie żyć. Dostałem drugą szansę, więc ją wykorzystam.

* * *

Czego Cię uczy ta historia?

Czy znasz podobne?

Czy zdarza Ci się czasem tak zapędzić w jakimś działaniu, że nawet nie zauważasz, że zamiast realizować swoje cele, idziesz w przeciwnym kierunku?

Czy w Twoim życiu przychodziły do Ciebie mniejsze i większe przebudzenia, które pozwalały Ci coś zmienić?

Czy możliwa jest zmiana bez wstrząsu?

Jeśli chcesz otrzymać wsparcie odnośnie powyższego tematu zapisz się na bezpłatną konsultację.

Komentarze

comments