„Jeśli zgodzisz się na mniej niż zasługujesz, otrzymasz jeszcze mniej od tego, na co przystałeś”.
Maureen Dowd
Mariola była zawsze postrzegana przez innych jako grzeczne dziecko. Gdy dorosła, tak jej zostało. Po pierwsze inni! Taki był jej wzorzec postępowania. Asertywność nie była jej mocną stroną. W szkole starała się sprostać oczekiwaniom nauczycieli, na studiach wykładowców oraz rodziców, usłużnie pożyczała wszystkim notatki przed egzaminami, aby otoczenie ją lubiło. Stale poklepywana po plecach przez kolegów i koleżanki, byle notatki trafiły do ksero. Gdy była potrzebna, wtedy koledzy się pojawiali. Często też nadużywali jej dobroci, gdy nie oddawali zeszytów na czas, ale wtedy bezkonfliktowa Mariola tylko mówiła grzecznie, żeby następnym razem zwrócili je w terminie.
Minął czas studiów i znalazła pracę. W firmie zostawała często po godzinach, pracowała długo i wytrwale. Była perfekcjonistką, która próbowała spełniać najwyższe standardy. Trudno jej było zakończyć pracę, jeśli nie była wykonana doskonale. Według jej norm oczywiście. Szef był zadowolony i chętnie dorzucał jej nowe obowiązki, które zawsze potulnie przyjmowała. Pracowała w firmie produkcyjnej. W końcu awansowała na stanowisko, gdzie zaczęła bezpośrednio współpracować z kluczowymi klientami. Wcześniej realizowała jedynie polecenia starszych kolegów, jednak teraz musiała się zmierzyć z dwoma biegunami potrzeb: klientów oraz swojej firmy i jakoś to pogodzić szukając konsensusu pomiędzy nimi.
Któregoś dnia pojawiła się sprawa jednego z kluczowych klientów, którego znała tylko z opowiadań koleżanek z pracy. Był to wybuchowy człowiek, który był „uparty jak osioł” jak mawiała jej koleżanka Patrycja, która wcześniej musiała sobie z nim radzić. Jednak Patrycja robiła to zawsze doskonale. Asertywna, konkretna Pati nie pozwalała sobie w „kaszę dmuchać”. Dla bezkonfliktowej Marioli to było wyzwanie.
Klient zwrócił się do niej z prośbą o realizację zamówienia, prosząc o nierealistyczny termin realizacji. Z tego powodu kontrahent chciał pominąć pewne sprawdzające procedury, gwarantujące normy zamówionego towaru. Twierdził, że się spieszy i wierzy, że normy pewnie i tak będą spełnione, bo przecież stale towar jest wysokiej jakości i nigdy nie było żadnych problemów. Jednak Mariola wiedziała, że brak części sprawdzającej zwiększa ryzyko, że coś pójdzie nie tak.
Rozmowa zaczęła się spokojnie, ale z każdą kolejną wymianą maili Mariola czuła, że jej klient zaczyna ją coraz bardziej naciskach, używając argumentów, do których nie przywykła: „Pani Mariolu, dlaczego Pani traktuje mnie w taki sposób? Współpracujemy ze sobą już od 5 lat”. (…) „Proszę Pani potrzebuję tego zamówienia natychmiast, nie mamy czasu na gadanie!” (…) „Co sobie Pani wyobraża, dlaczego nie mogę dostać swojego zamówienia w odpowiednim czasie?! Złożę na Panią skargę do dyrekcji!” I wtedy pękła. Ten ostatni argument ostatecznie złamał ją i zgodziła się na taki obrót spraw, który zaproponował klient. Poprosiła na produkcji, żeby pominęli część procesu i wysłali pilnie do klienta gotowy towar.
Po tygodniu… nic się nie stało. Wszystko okazało się doskonale przygotowane.
Po miesiącu pojawiła się ta sama sytuacja, klient znowu próbował złożyć zamówienie na ostatnia chwilę i Mariola znowu pękła, gdy powołał się na to, że ostatnio przecież nic się nie wydarzyło. I tak trwała ich współpraca przez 7 miesięcy, aż do czasu, gdy dobra passa się skończyła.
4 dni po przesłaniu zamówionego towaru zadzwonił telefon. Tym razem klient zachowywał się zupełnie inaczej: był bardzo spokojny i rzeczowy: „Pani Mariolu, przesłała nam Pani wadliwy towar. Przekazaliśmy go naszym klientom, którzy go zwrócili, natychmiast po tym, gdy okazało się, że nie nadaje się do wykorzystania. W ten sposób straciłem kontrakt z kluczowym klientem. W tej sytuacji oczekuję od Was nie tylko rekompensaty i nowej partii w ciągu 24 godzin, ale rekompensaty w postaci 100% wartości towaru, za straty, które poniosłem, w związku z utraconym kontraktem. Dzisiaj zadzwoni do Was mój prawnik, który poprowadzi całą sprawę w moim imieniu”.
Mariola zaniemówiła. Zaczęła niepewnie tłumaczyć, że przecież się umawiali, że towar nie przejdzie testów, ale im dłużej się tłumaczyła tym bardziej się pogrążała. Klient i tak rzucił słuchawką, a w firmie zrobiła się taka afera, że w końcu ją zwolnili.
Po feralnym dniu zamknęła się w domu i spędzała dni w samotności z poczuciem krzywdy i niezasłużonej kary, zarówno ze strony klienta, jak również ze strony szefa, któremu wszystko przecież wyjaśniła.
Kolejnego wieczoru, zdołowana i zapłakana zaczęła znowu się nad sobą użalać. Zdała sobie sprawę, że nawet nie wprowadziła do umowy aneksu, że klient wyraża zgodę na przyjęcie towaru, bez testów i przejmuje na siebie odpowiedzialność. Nie chciała go denerwować takim stawianiem sprawy…
„Nie chciałam go denerwować?” I nagle, przyszła do jej głowy myśl: Cóż za absurdalny tok rozumowania?” Poczuła, że całe jej życie wyglądało w ten sposób. Zależało jej na relacjach z ludźmi i zwykle zgadzała się na to, co jej sugerowali. Często naciągała swój system wartości, żeby mieć z nimi świetne relacje. W szkole i na studiach często wykorzystywana przez kolegów i koleżanki, jako podpowiadacz na testach oraz dawca notatek. Relacje z facetami szybko się kończyły. Mimo, że taka zaangażowana, gotowała im obiady, składające się z czterech czy pięciu dań, wszystko co mówili przyjmowała za dobrą monetę, niewiele oczekiwała w zamian, nie chciała ich naciągać na drogie kolacje w restauracjach. Wykorzystywali ją i ona wiecznie zraniona, nie rozumiała co się dzieje. W pracy stale zostawała po godzinach, podczas, gdy jej koledzy i koleżanki o wiele szybciej awansowali i dostawali podwyżki. Ona, zawsze usłużna, ale trochę wycofana, nie wymuszała na szefie dodatkowych bonusów dla siebie i pokornie czekała, aż podwyżka sama do niej przyjdzie. W końcu przychodziła, ale mniejsza niż dla kolegów i koleżanek, którzy po godzinach chwalili się jej w tajemnicy, swoimi osiągnięciami negocjacyjnymi. A ona nie umiała tak się zachować, uważała, że to „wymuszanie”, a w końcu, że nie dostanie podwyżki, bo za mało się stara. Znowu przyszło jej do głowy, że tak właśnie stale myśli: „Nie zasługuję na więcej. Muszę postarać się bardziej. Muszę sprawić, żeby inni mocniej mnie polubili”. Zauważyła, że przestała już płakać i zamiast tego czuje zdziwienie swoimi myślami i swoją postawą. Nie rozumiała jak przez wszystkie lata mogła tego nie zauważyć i nic z tym nie robiła. Dopiero katastrofa doprowadziła ją do zrozumienia, że jej strategia stale wpędzała ją w kłopoty, a miała przecież tak pozytywne intencje. Rozejrzała się dookoła, chwyciła książkę, która leżała opodal na stole i wtedy rzucił jej się w oczy cytat Maureen Dowd: „Jeśli zgodzisz się na mniej niż zasługujesz, otrzymasz jeszcze mniej od tego, na co przystałeś”. To było podsumowanie jej życia. To był też przełom dla Marioli.
Na drugi dzień pojechała do sklepu z farbami, kupiła pędzel i jaskrawą fioletową farbę, po czym napisała ten cytat na ścianie przed łóżkiem. Zrobiła to, żeby codziennie rano i wieczorem czytać to zdanie. Potem powiedziała do siebie: „Zasługuję na tyle ile sama chcę dla siebie wywalczyć” i zapisała, tą samą farbą, to zdanie w swoim salonie na ścianie.
* * *
Czy zdarza Ci się pozwalać innym na zbyt wiele, działając na swoją niekorzyść?
Czego chcesz zamiast tego?
Jak chcesz komunikować się z innymi, szanując ich potrzeby i realizować własne, chroniąc samego lub samą siebie?
Jeżeli to, co robię podoba Ci się i rozważasz zatrudnienie mnie jako coacha, zapisz się na bezpłatną konsultację.
Świetnie napisana historia…ciekawa puenta choć 😉 brakuje rozwiązania kiedy spadniesz naprawdę głęboko. jak np: Mariola która poniesie dotkliwe konsekwencje swojej uległości wobec klienta, a jak wielkie zależy od jej „szefów”. Mega obrazowe przedstawienie. Dziękuje i pozdrawiam