Pewna dziewczyna o imieniu Justyna miała marzenie. Zawsze chciała być szefem kuchni. Kochała gotować posiłki dla innych. Już jako mała dziewczynka wykazywała niezwykłe zdolności w kreowaniu wymyślnych potraw, które smakowały całej rodzinie. Jej mama cieszyła się, że ma taką dobrą pomoc w kuchni. Justyna zaczęła dorastać, a jej kulinarna pasja nie słabła, wręcz przybrała na sile.
Gdy nadszedł czas liceum rodzice postanowili ją wysłać do szkoły o profilu ekonomicznym. Byli nieco zaniepokojeni jej kuchennymi zainteresowaniami i postanowili jej to wybić z głowy. Stale powtarzali jej: „Skończ dobrą szkołę i zostań księgową. To dobry zawód, potrzebny. Zawsze będziesz miała z czego żyć”. Justyna nie chciała iść do liceum ekonomicznego, ponieważ czuła, że to nie dla niej. Przez tydzień płakała wieczorami w swoim pokoju, jednak siła sugestii bliskich zwyciężyła. Pomyślała sobie: „Może nie mam racji, rodzice wiedzą więcej o życiu. Na pewno chcą dla mnie jak najlepiej. Pójdę do liceum ekonomicznego”.
Justyna była bardzo pracowitą dziewczyną, więc radziła sobie w szkole, jednak nigdy nie byłą wybitna. Nauka przychodziła jej z trudem i wiele czasu poświęcała, żeby dorównać poziomem innym koleżankom z klasy. Siłą rozpędu wybrała studia ekonomiczne i na dobre wyprowadziła się do miasta. Na studiach pasja gotowania jeszcze bardziej zblakła, bo Justyna nie miała na to czasu. Zaczęła jeść w mieście i spotykać się ze znajomymi. Czasem jednak organizowała w domu wspaniałe przyjęcia, które były słynne na jej uczelni. Wszyscy chwalili Justynę: „Masz wielki talent kulinarny! Powinnaś coś z tym zrobić”. Wtedy Justyna jakoś smutniała i zmieniała temat.
W końcu ukończyła studia z pewnym trudem, ale dostała pracę w dziale księgowości jednej z korporacji. I tak rozpoczął się kolejny etap w życiu Justyny. Praca po 10 czasem więcej godzin i brak czasu dla siebie. Gotowała tylko w weekendy i wtedy czuła, że naprawdę się realizuje i odpoczywa. Tak przepracowała 10 lat w korporacji.
Któregoś dnia została zaproszona do gabinetu swojej szefowej.
– Justyno. Jak czujesz się w naszej firmie? – zapytała ją szefowa.
– Dobrze – odpowiedziała Justyna, uśmiechając się niepewnie do swojej rozmówczyni.
– Przyglądam się Tobie od samego początku, gdy do nas przyszłaś. Robisz, co do Ciebie należy, ale nie rozwijasz się w takim tempie jak Twoi koledzy i koleżanki. Pewnie zdajesz sobie sprawę z tego, że firma przeżywa w tej chwili problemy. Rynek się załamał i musimy zwolnić niektórych pracowników…
W tym momencie Justyna poczuła, jakby ktoś ją nagle chwycił za gardło. Wiedziała, jaki będzie dalszy ciąg rozmowy.
– Przykro mi, ale to jest wypowiedzenie pracy dla Ciebie – szefowa spojrzała na nią smutno.
– Dziękuję – odpowiedziała Justyna, nie mogąc wydusić z siebie innych słów, po czym wstała i wyszła z gabinetu.
Poszła prosto do łazienki, gdzie siedziała i płakała przez 15 minut.
„Co ja teraz zrobię? Gdzie znajdę pracę?” Myśli przebiegały przez jej umysł w tempie błyskawicy.
W końcu wróciła do biura. Do końca dnia siedziała przed biurkiem i bez słowa robiła swoje. Koledzy z pracy wiedzieli i ona też wiedziała, że jest zupełnie inna niż większość pracowników tej korporacji. Mało ambitna, nie awansowała, bo nie chciała. Robiła po prostu swoje, ale bez entuzjazmu. Nie wchodziła w relacje z kim trzeba. Na imprezy jeździła tylko czasami. Kiedy jeszcze firma świetnie prosperowała, stać ją było na utrzymanie mniej wydajnych pracowników. Teraz przyszedł kryzys i Justyna była jedną z tych osób, które miały „pójść na odstrzał”.
Dostała wystarczająco długi czas wypowiedzenia, żeby mieć czas na zastanowienie się nad sobą. Miała sporo oszczędności, bo niewiele wydawała pieniędzy. Zdała sobie sprawę, że przez ostatnie 10 lat żyła jakby w letargu. Z dnia na dzień. Codziennie praca, potem dom. Jeden dzień podobny do drugiego. Momenty, które pamiętała, to obiady organizowane dla swoich trzech przyjaciółek ze studiów, które przychodziły do niej od czasu do czasu.
Justyna postanowiła zadzwonić do nich i zorganizować obiad, żeby poradzić się co dalej. Tak zawsze robiła, w trudnych chwilach radziła się innych. Nie wiedziała co ma zrobić. Z jednej strony wysyłka CV do innych podobnych firm wydawała się rozsądna, z drugiej czuła wewnętrzny opór. Sprzeciw, który był jakoś tak magicznie połączony z ulgą, odczuwaną w dziwny sposób od czasu otrzymania wypowiedzenia. Wstydziła się tego uczucia i nie przyznawała się do niego.
Przyjaciółki przyjechały do niej, zatroskane sytuacją, o której opowiedziała Justyna. Dwie przez cały czas pocieszały ją, jedna z nich – Patrycja, przez większość czasu była zamyślona, odłączając się od lamentów swoich kompanek.
W pewnym momencie przerwała wszystkim rozmowę i powiedziała:
– Wyobrażam sobie Justyno co teraz przechodzisz i prawdopodobnie też bym na Twoim miejscu czuła się źle, jednak posłuchaj samej siebie. Narzekacie tutaj od półtora godziny i nic z tego nie wynika – przerwała, spoglądając na koleżanki, które miały miny świadczące o totalnym wytrąceniu ich z równowagi – Spójrzcie na to, co Justyna przygotowała. Biadolicie i narzekacie, a nie zauważacie tego, co jest przed Waszym nosem. Wszystkie znamy historię Justyny. Każda jej zawsze powtarzała: Masz talent kulinarny! Mimo, że dziewczyna nie skończyła żadnej szkoły gastronomicznej, gotuje w tak doskonały sposób, że jeszcze nigdzie nie jadłam tak świetnych potraw. Wykorzystaj to, zobacz że masz w tej chwili szansę wszystko zmienić.
Patrycja nie zdążyła skończyć zdania, gdy Justyna zaniosła się głośnym szlochem i tak płakała aż do końca dnia. Spotkanie się skończyło szybko.
* * *
Miesiąc później Justyna zebrała wszystkie swoje oszczędności i zapisała się do szkoły, po której miała zdobyć dyplom Szefa Kuchni. Wyjechała do Stanów Zjednoczonych i tam skończyła swoją edukację. Wróciła i otworzyła restaurację w Polsce. Przestała słuchać rad innych. Teraz radzi się… samej siebie.
Jeżeli to, co robię podoba Ci się i rozważasz zatrudnienie mnie jako coacha, zapisz się na bezpłatną konsultację.
Świetna sprawa, ja mam podobnie wszyscy mi mowili, zebym pracowal na egtacie, ale jednak ja trwam w tym, aby ta sytuacje zmienic i udaje mi sie to od paru lat 🙂 Fajna historia Marta! Z pozdrowieniami.