Oto historia mówiąca o księciu który chciał zmienić świat.

Pewnego dnia syn króla obudził się z myślą: „Chciałbym zmienić świat i zacząć pomagać mojemu ludowi w osiąganiu w życiu bogactwa”. Szybko wpadł na pomysł, że wybierze się do najbliższej wioski i zacznie rozmawiać z potrzebującymi. Wsiadł na swojego rumaka i pojechał. Na miejscu spędził tak kilka godzin opowiadając napotkanym wieśniakom i potrzebującym o swoich osiągnięciach. Jak udało mu się samemu prowadzić handel z pobliskimi księstwami, tworząc własne błyskotliwe interesy, o tym w jaki sposób udało mu się je zwielokrotnić. Snuł opowieści dotyczące wspaniałych koni, które kupił za zarobione pieniądze:

„Moi poddani. Na świecie jest tyle okazji do zrobienia doskonałych interesów. Zobacz, Ty możesz zacząć szyć buty, a Ty rozpocznij interes i rób podkowy dla koni. Spójrz na to z tej strony: możesz zrobić tysiąc podków i potem kupić sobie takiego wspaniałego konia jak ja.”

Książę był doskonałym mówcą. Opowiadał historie swoich sukcesów, siedząc na swoim wysokim czarnym koniu:

„Popatrzcie, po udanych interesach moje życie jest wspaniałe, mam dostęp do najlepszych potraw, mam najlepszego konia w królestwie, rozmawiam z podobnymi jak ja i mogę im doradzać jak mają osiągnąć bogactwo. Wy też możecie! Wystarczy, że posłuchacie tego, co mam Wam do powiedzenia”.

Syn Króla pracował wytrwale przez miesiąc, ale zauważył, że nie przynosi to żadnego skutku. Wieśniacy słuchali go i wybałuszali oczy, kłaniali się, ale po jego przemowie każdy wracał do swoich zajęć. Żebracy dalej żebrali, włóczędzy na powrót włóczyli się po mieście. Kiedyś nawet posłyszał głosy niedowierzania: „To nie dla nas, naszym przeznaczeniem jest proste życie”, „Nie rozumiem o czym on mówi. Jakie interesy? Co to jest handel?”

Księcia zniechęciły te głosy i zrezygnowany postanowił wrócić do swojego zamku i pożalić się ojcu, jaki to lud jest ciemny i nic się z nim nie da zrobić. Wracając do zamku spotkał starca, który miał bardzo długą siwą brodę i szedł w starych, ale schludnych ubraniach. Książę, napełniony ostatnią iskierką nadziei wygłosił przed nim swoje przemówienie, jak zawsze siedząc na swoim wysokim, czarnym koniu. Starzec obserwował go w milczeniu, uśmiechając się pod nosem. Po zakończeniu tyrady zapadło milczenie, starzec wpatrywał się intensywnie w oczy dostojnika, nie roniąc ani słowa. W końcu Książę nie  wytrzymał i wykrzyknął:

„Starcze, cóż to? Czy Ty w ogóle rozumiesz co do Ciebie mówię? Możesz być bogaty! Ja jutro kupuję nowego konia, Ty też możesz mieć takie życie po kilku latach handlu meblami lub solą!”

Starzec na to odpowiedział:

„Słyszałem o Twoich staraniach. Kilkakrotnie byłem na Twoich przemówieniach. Słuchałem też tego, co mówią po nich ludzie z wioski. Młodzieńcze, siedzisz cały czas na wielkiej górze i próbujesz krzyczeć do ludzi, żeby Ci do Ciebie przyszli, ale oni Cię nie słyszą. A ponad wszystko boją się iść na górę. Nie chcą ryzykować, boją się, że stracą to, co mają najcenniejsze. Jeśli chcesz ich nauczać, pomagać im i sprawić, żeby ich życie rzeczywiście się poprawiło, musisz zejść do doliny i stanąć pomiędzy nimi, a dopiero potem poprowadzić ich ze sobą na górę”.

Jeżeli to, co robię podoba Ci się i rozważasz zatrudnienie mnie jako coacha, zapisz się na bezpłatną konsultację.

Komentarze

comments