Już wiem dlaczego jako mała dziewczynka interesowałam się astronomią. Przez kilka lat nawet nie zastanawiałam się skąd mi do głowy przyszło wyciągnąć ze starej walizki na strychu lornetkę, którą dawno temu kupił mój nieżyjący ojciec. Mama powtarzała, iż „zawsze był gadżeciarzem, więc lubił kupować takie głupoty”. Mam wrażenie, że mówiła to z lekkim przekąsem i nie bardzo podobały się jej te pomysły, jednak dzięki nim jako mała dziewczynka mogłam skorzystać z jego zamiłowania do sprzętu optycznego i zatopić się w mojej astronomicznej pasji. Pamiętam, że błagałam moją mamę, żeby kupowała mi na urodziny, imieniny oraz wszystkie święta książki z mapami nieba, pięknymi zdjęciami pochodzącymi z teleskopu Hubble. Przesiadywałam godzinami, analizując mapy, zdjęcia, parametry, a nocami tkwiłam w oknie z lornetką w ręce, oglądając niebo nad swoją głową. Mimo iż mieszkałam wtedy w centrum Poznania, to i tak mogłam dostrzec odległe gwiazdy przez lornetkę i już na sam ich widok przechodziły mnie dreszcze oraz marzenia o wielkim, wspaniałym wszechświecie, który jest ogromny i zupełnie nam nieznany.

Wiemy, że światło mknie do nas z określoną, ograniczoną prędkością. Wiemy też, że spoglądając teraz w niebo, widzimy przeszłość, coś, co być może już nie istnieje. I już ta myśl zupełnie zmienia pogląd na to, co jest znane i subiektywnie rzeczywiste. Często zastanawiałam się nad tym: skoro jest we wszechświecie tak wiele gwiazd, z czego my widzimy naprawdę maleńki wycinek, tego, co nas otacza, jak wiele jeszcze rzeczy jest ludzkości nieznanych, niezrozumiałych i jak bardzo ograniczone jest nasze spojrzenie na świat?

Czy znasz historię o Ptolemeuszu i jego teorii geocentrycznej? Została oficjalnie obalona dopiero w XV wieku przez Mikołaja Kopernika, chociaż zagłębiając się w historię możesz znaleźć informacje, że zwolennikiem teorii heliocentrycznej był również Arystarch z Samos (żyjący w starożytnej Grecji 310–230 p.n.e.).  Zastanawiam się teraz jak wielu ludzi, którzy próbowali obalić znany wszystkim paradygmat wiedzy, nie trafiło na odpowiedni moment i zostało zapomnianych, a często naraziło się ówczesnym władzom. Co by się stało, gdyby ludzkość była bardziej elastyczna, mniej emocjonalnie traktowała istniejące paradygmaty i łatwiej przyjmowała to, co wielu wspaniałych pasjonatów i uczonych stara się przekazać? Niestety często komuś to nie pasuje do jego układanki. Tak, jak na przykład głównemu inkwizytorowi, który wystosował takie oto pismo, w związku z tym, że Galileusz oficjalnie deklarował poparcie dla kopernikańskiej teorii heliocentrycznej:

„… Jego Świątobliwość nakazał Panu kardynałowi Bellarmino wezwać rzeczonego Galileo do siebie i upomnieć go, aby porzucił rzeczoną opinię; w przypadku odmowy posłuszeństwa, Komisarz ma mu nakazać, w obecności notariusza i świadków, aby powstrzymał się całkowicie od nauczania lub obrony tej opinii i doktryny, a nawet od dyskutowania jej; jeżeli nie zgodzi się on na to, należy go uwięzić.”

— G. de Santillana, The crime of Galileo. Time Inc., New York 1962, s. 130 (cytując za Wikipedia)

Możemy się z tego śmiać, ale takie poglądy uznawane były wówczas za herezję.

Zaraz, zaraz a czy przypadkiem współcześnie też nie trafiamy na podobne absurdy, gdy ludzie bezmyślnie i bez zastanowienia tworzą koalicje, żeby bronić jedynej i niepodważalnej prawdy: „Moja racja jest racja najmojsza!” cytując za autorem dialogów w filmie Dzień świra. Zastanówmy się ile wokół nas poglądów, niepodważalnych tez i najprawdziwszych prawd, za które ludzie są skłonni walczyć, kłócić się, a nawet czasem poświęcać bardzo wiele, żeby tylko udowodnić swoją najmojszą rację. A może masz wokół siebie znajomych, którzy też w ten sposób myślą? Biedacy, skoncentrowani na czubku własnego nosa, siedzący wygodnie w strefie komfortu, miło, przyjemnie, choć czasem pełni agresji i świętego przekonania o jednej i niepodważalnej prawdzie na temat świata. Znasz takich?

Tak? Nie? Być może? Śmiejesz się, pobłażliwie kiwasz głową i w najlepszym przypadku myślisz sobie: biedaki, nic nie wiedzą o świecie i tak się spinają, a w wersji bardziej emocjonalnej uważasz, że tacy ludzie są źródłem zła na tym świecie: uparci, jak osły, agresywnie próbujący narzucić innym swoje zdanie, albo zbawcy świata, którzy wiedzą co jest dla Ciebie dobre, masz ich tylko słuchać, a Twoje życie stanie się lepsze!

A tak przy okazji czy wiesz, że do dziś kara śmierci obowiązuje w wielu krajach, między innymi w USA? Niektórzy uważają, że  kobiety powinny pozostać w domach z dziećmi do szóstego roku życia? Czy wiesz, że są miejsca na świecie, gdzie normą jest posiadanie kilku żon, zjada się koty, albo nie wolno zwierzchnikowi spojrzeć w oczy, gdy mówi do podwładnego? Jak reagujesz na takie informacje? Czy pojawiają się Tobie jakieś emocje? Co by się stało, gdyby w Twoim kraju ktoś wprowadził takie prawa? Jak z Twoją elastycznością?

Być może poirytowała Cię ta seria pytań i może nawet masz ochotę przestać czytać lub swoje negatywne emocje przenosisz na mnie… Co? Czy i Twoja prawda jest najtwojsza?

Noooo tego już za wiele! Porównuję Cię do polityka z Dnia świra? Toż to czysta kpina!

A może jednak pojawiła się w Tobie refleksja na swój temat i zdałeś sobie właśnie sprawę z tego, że czasem też jesteś jak ten polityk, który wygłasza prawdy najprawdziwsze i nieustępliwie broni własnego paradygmatu. Może bywasz jak święta inkwizycja z czasów Galileusza, broniąc istniejącego prawa, które wydaje Ci się jedyne i właściwe, bo dotyczy Ciebie?

Co by się stało, gdybyś wylazł ze zbroi IronMana, która z jednej strony daje Ci poczucie bezpieczeństwa i wydaje Ci się, że możesz dzięki niej więcej, ale z drugiej, niesamowicie ogranicza Twoje pole widzenia?

W książce Macieja Bennewicza „Coaching, czyli przebudzacz neuronów” była piękna metafora, którą pozwolę sobie sparafrazować: Co widzi żaba, która mieszka w studni? Prawdopodobnie widzi ściany studni, wodę i czubek własnego nosa. Co by się stało, gdyby zorganizować kongres żab, mieszkających w w różnych studniach? Wymieniłyby się informacjami na temat własnych, ograniczonych perspektyw, sprowadzających się do wizji wielu studni. Podczas, gdy wszechświat jest wielki, niezmierzony, a nasza wiedza na jego temat bardzo ograniczona. Co ja piszę o wszechświecie… co tak naprawdę możesz powiedzieć o swoich rodzicach, dzieciach. Czy wiesz co myśli Twój przyjaciel? Czy znasz wszystkie marzenia i pragnienia swojego partnera lub partnerki? Ile czasu dziennie poświęcasz na poznanie pragnień Twoich najbliższych? Jak dobrze znasz samego siebie? Czy zdarza się, że jakieś Twoje zachowanie Cię zaskoczy i zdziwi? Jaka jest Twoja samoświadomość?

No dobrze, już dobrze… zatem co tak usilnie staram się tutaj napisać?

Przedstawię tylko moje subiektywne zdanie na ten temat i może poszerzy on Twoją studnię o nowy obraz, nowe doświadczenie… I nie martw się tym tak bardzo. Każdy siedzi w jakiejś studni, ja też, jednak warto postawić przy ścianie drabinę i stale wyglądać przez otwór, żeby zobaczyć co się dzieje na zewnątrz. Właśnie do tego chcę Cię zachęcić, jeśli tylko masz ochotę…

Lubię czasami spojrzeć ponownie w gwiazdy i mimo, że nie zostałam astronomem, to nadal kocham widok rozgwieżdżonego, wieczornego nieba, które pokazuje mi, że moje prywatne problemy i poglądy tak naprawdę niewiele znaczą. Liczy się obecność i doświadczanie tego, co przychodzi.

Zdradzę Ci również, co mnie dzisiaj zainspirowało do rzucenia wszystkich rzeczy, które na tę godzinę zaplanowałam i napisania artykułu, który właśnie czytasz:

http://www.joemonster.org/art/23672/Najodleglejsze_zakatki_Wszechswiata

Miłego, piątkowego wieczoru…

Jeśli uważasz, że potrzebujesz pomocy w tym obszarze, zapisz się na bezpłatną konsultację już dziś!

Komentarze

comments