Łukasz długo szukał w życiu swojej drogi. W końcu ją znalazł. Od dziecka lubił tworzyć wspaniałe historie. Na początku zapisywał je ręcznie w zeszytach, potem na swoim własnym komputerze. Miał chyba kilkadziesiąt plików z różnymi opowiadaniami, wierszami, a nawet sztuką teatralną. Posiadał mnóstwo znajomych wśród pisarzy, ponieważ stale jeździł na targi książki i poznawał coraz to nowe osoby, które oddały się tej wspaniałej pasji. Badał jak żyją i w jaki sposób zarabiają pieniądze. Sprawdzał czy jest możliwość, aby być zawodowym pisarzem i po prostu się z tego utrzymywać. Studiował biografie znanych autorów zagranicznych. Rozważał również rozpoczęcie pisania książek w języku angielskim, który dramatycznie zwiększał zasięg dostępu do czytelników. Spędził tak przynajmniej 5 lat swojego dorosłego, świadomego życia, pisząc w międzyczasie opowiadania, publikując je w internecie i sprawdzając na ile stają się one popularne wśród czytelników. Ludzie lubili czytać to, co im oferował. Jednak Łukasz długo zbierał się zanim zasiadł do pisania swojej książki. W końcu ją napisał, znalazła nawet wydawnictwo, które postanowiło mu ją wydać po kosztach, żeby młody autor miał szansę na rozwój. Sprzedała się w ilości kilkuset egzemplarzy. Kupili ją ludzie, którzy regularnie zaglądali na jego bloga. Był zadowolony, ale wiedział, że pieniądze zarobione na sprzedaży wystarczyły jedynie na druk i pokrycie kosztów marketingowych. Wiedział, że jeśli będzie miał taką sprzedaż, zmusi go to do zarzucenia marzeń. Postanowił, że będzie od teraz przynajmniej raz w tygodniu rozmawiał z jednym zaprzyjaźnionym pisarzem i opracuje sposób na to jak stać się, znanym i zarabiać pieniądze tylko na pisarstwie. Chciał się nawet poradzić pewnego znajomego trenera rozwoju osobistego, który sam był poczytnym autorem. Łukasz liczył, że zdradzi mu sekret, jak dostać się na sam szczyt. Zawładnęła nim chęć „złamania kodu”, chciał poznać sekret: Jak to zrobić? Jednak nie miał innego pomysłu, jak tylko pytać innych.
– Jak? Jak? – stale pojawiało się dręczące go pytanie. Nie potrafił znaleźć tej odpowiedzi w sobie, więc szukał jej na zewnątrz.
Wtedy przyśniło mu się coś ciekawego.
Spacerował po lesie. Las był przepiękny, rozświetlony słońcem, liście migotały, przecinane blaskiem promieni, które przebijały się bezgłośnie przez korony drzew. Słyszał szum wiatru, jakoś tak swobodnie pomieszany ze śpiewem ptaków, tworząc muzykę nie do opisania. Czuł jak piasek posłusznie rozstępuje się pod jego stopami, przyjemny wiatr lekko pobudza jego umysł, a myśli swobodnie płynęły jak rzeka, podsuwając mu ciekawe pomysły. Uwielbiał to robić i być tam, szukając inspiracji do swojej twórczości. Wtedy spotkał swojego Mistrza. Tak, swojego największego mistrza, który pisał książki w dziedziny magii, fantastyki, poruszających tematy psychologiczne, związane z rozwojem osobistym, hipnozą, szamanizmem, magią i starożytnymi wierzeniami. Uwielbiał czytać wszystkie jego nowe opowiadania, fragmenty książek, które publikował na swoim blogu. Po prostu to kochał. Wciągały go bez reszty. Stanął jak wryty i w pierwszym momencie nie wiedział, co ma ze sobą zrobić. Chciał go o coś zapytać, ale nic mu nie przychodziło do głowy, jakby jego umysł zablokował mu możliwość zadawania pytań. Jego Mistrz, spokojnie, tak jak on chodził po lesie i kontemplował rzeczywistość. Łukasz przetarł nawet oczy, zastanawiając się czy przypadkiem nie śni na jawie. Guru był autentyczny, tak samo autentycznie poznał, go… w końcu Łukasz wielokrotnie był u niego na stoisku, podczas targów książki, rozmawiał z nim, prosząc o rady i zbierając dedykacje do książek.
– Witaj Łukasz! Jaka niespodzianka?! – uśmiechnął się Mistrz
– Dzień dobry! Nie spodziewałem się tutaj pana spotkać – odpowiedział Łukasz.
– Widzę, że podobnie jak ja przechadzasz się po lesie, żeby stworzyć plan nowej książki? Wydaje mi się, że chcesz mnie znowu o coś zapytać? Pewnie o to, jak zostać Mistrzem? – Guru zwrócił się do niego z pewnym naciskiem, którego nie pamiętał z ostatniego spotkania na targach.
– Nie. W zasadzie szukam inspiracji i po prostu medytuję. To pomaga mi najbardziej w pobudzeniu twórczej części umysłu – odpowiedział Łukasz.
– Ależ Łukasz, co Ty opowiadasz?! Nie tworzysz planu? Zobacz jestem pisarzem, wiele moich książek stało się bestselerami. Tworzę zawsze plan, konkretnie solidnie i potem na bazie tego planu po prostu piszę, szybko, sprawnie, bo wiem, co mam napisać, a Ty co? Sprzedałeś na razie tylko jedną książkę w ilości kilkuset sztuk… Słabiutko! – Mistrz przyglądał mu się uważnie i jednocześnie sprawiał wrażenie, jakby wcale nie chciał usłyszeć odpowiedzi Łukasza – Widzisz Ty masz słabe rezultaty, a ja mam wspaniałe, namacalne, ludzie chcą kupować moje książki, a Twoich nie. Zasłużyłem na miano Twojego Mistrza, więc słuchaj tego, co Ci mówię! – twarz starszego mężczyzny przybrała nagle grymas, który prawie odrzucił Łukasza, poczuł, że nie chce kontynuować tej rozmowy. Był zadziwiony swoim spokojem i stanowczą pewnością, tego co zaraz miał odpowiedzieć. On uległy, dwudziestoparolatek, który zawsze podporządkowywał się autorytetom, odpowiedział swojemu Mistrzowi:
– Mistrzu, wierzę, że odnalazłeś swój sposób na pisarstwo i osiągnąłeś w nim rzeczywiście wspaniałe rezultaty, jednak ja muszę znaleźć własną drogę do Mistrzostwa. Nie mogę stać się Tobą, bo będę tylko nieudaną kopią Ciebie, tak samo jak Ty nie możesz stać się mną. Każdy musi osiągnąć mistrzostwo sam. Nie mogę się wiecznie pytać: „Mistrzu co mam zrobić, żeby osiągnąć to, co Ty? Wtedy występuję w roli dziecka, które nie wie, które się pyta, które błądzi, które jest na tyle niedojrzałe, że prosi stale o pomoc innych. Oni mówią mu co ma robić, a ono radośnie składa w ofierze swoją wolność, aby osiągnąć cele. Gdy już je realizuje, okazuje się, że to wcale nie były jego cele, ale plany narzucone przez guru, którzy, jak rodzice prowadzą, go za rękę nie tam, dokąd chce iść, ale w tylko sobie znanym kierunku. To dziecko przy tym nie znajduje w sobie siły, która pochodzi właśnie z wolności. Zamiast budować ją, stale zabija – Łukasz sam nie do końca mógł uwierzyć w swoje słowa, ale czuł się silny, spokojny i mówił stanowczo, konkretnie, będąc przekonanym do tego, o czym mówił i wtedy to się stało.
Okrążyli ich. Oczom ukazały się postaci czterech wojowników. Mistrz natychmiast wyciągnął swój miecz i zaczął z nimi walczyć. Łukasz natychmiast poczuł, że to zdarzenie zupełnie go nie dotyczy, więc odsunął się i tylko patrzył. Spoglądał spokojnie, być może na egzekucję swojego wielkiego Mistrza, swojego Guru, wspaniałego, wszechwiedzącego, którego kiedyś tak podziwiał. Rozpoczęła się walka. Każdy z wojowników zadawał ciosy, a Mistrz odpierał je na początku skutecznie, aż w końcu zaczął opadać z sił. Nagle jeden z wojowników podbiegł do niego. Wszystko działo się jak na zwolnionym filmie. Łukasz usłyszał jedynie świst, uderzenie, jęk … i trach… wojownik zadał jeden, celny cios pięścią, który powalił jego Guru. Widział jak powoli osuwa się na kolana, nie mogąc odzyskać oddechu, aż w końcu padł, charcząc i uderzając twarzą o ziemię. Wyglądał, jak martwy, a napastnicy szybko zniknęli w gęstwinie lasu. Szybko podbiegł do niego, sprawdzić puls. Wkrótce pojawili się przyjaciele Mistrza, którzy wspólnie przenieśli go w bezpieczne miejsce, zaopiekowali się nim i przywrócili do przytomności. Był mocno poturbowany, ale żył. Wszystko przebiegało spokojnie, jakby było wcześniej zaplanowane. Wtedy Łukasz poczuł, że musi to zrobić.
Wiedział, że chce spotkać się z wojownikami. Czuł, jak wszystko podpowiadało mu ten jedyny możliwy scenariusz. Znalazł ich w mieście, gdy robili pokazy wieczorne dla przechodniów. To było fantastyczne widowisko, stosowali magię, a konkretnie sztuczki, które Łukasz z łatwością był w stanie wychwycić. Zadziwiali publiczność ferią świateł, błyszczących strojów i wspaniałych pokazów walk ulicznych i wtedy wystąpił z tłumu przechodniów, żeby się z nimi skonfrontować. Użył tylko sprawności swojego ciała, żeby zaprezentować im własną siłę, beż użycia miecza oraz jakiejkolwiek broni. Wił się w walce z nimi jak wąż i czuł w sobie moc, jakiej nigdy wcześniej nie doświadczył. Miał w sobie dzikie zwierze, które pomagało mu instynktownie reagować na ruchy wojowników, zmierzające w kierunku powalenia go na ziemię. To było dla niego spokojne, pewne przeżycie, którego cel był tylko jeden: poczuć swoją własną siłę, wykreować ją w walce, na śmierć i życie. W pewnym momencie wojownicy wycofali się widząc, że nie są w stanie go trafić, ukłonili się i poszli dalej. Łukasz czuł się wspaniale spełniony i szczęśliwy.
Idąc po starówce, nagle poczuł na swoich plecach wzrok i nie był to wzrok człowieka. Poczuł, że jakieś zwierze za nim idzie. Powoli, spokojnie odwrócił się. Zobaczył go. Miał wielkie kły, spojrzenie, które chciało zabić, wykrzywiony, wściekłością pysk, grubą sierść, wielkie cielsko. To był tygrys wojowników, którego prawdopodobnie wysłali, żeby z nim skończył. Łukasz zatrzymał się i wtedy poczuł znowu ten charakterystyczny spokój, że wszystko jest tak jak ma być. Pogodzenie, że to wydarzenie jest idealne, że on jest we właściwym miejscu, tu i teraz i że to jest ważny moment. To wszystko. Czuł taką pewność i spokój, jakiej nie doświadczył nigdy wcześniej. Zamknął oczy. Stał tak przez chwilę, medytując. W odpowiednim dla siebie momencie ruszył biegiem. Biegł pewnie, szybko i sprawnie. Wszystko działo się w mgnieniu oka, otoczenie przesuwało się wokół nich, a oni zaczęli swój wojowniczy taniec. Łukaszowi wyrosły gigantyczne pazury i poczuł w sobie znowu tę moc, która towarzyszyła mu podczas poprzedniej konfrontacji. Zobaczył, że ma w sobie zwierze. Dzikie, którego instynkt jest silniejszy od jego rozumu, które jedynie i słusznie podpowiada mu, co robić. Tygrys doskakiwał do niego i odskakiwał, a on uderzał w niego pazurami z wielką precyzją, tak jakby to było jego naturalne zachowanie. Nie bał się, czuł wewnętrzną siłę, wyrastającą ze zwierzęcego instynktu.
Tygrys zaatakował 4 czy 5 razy, aż w końcu Łukasz poczuł, że przyszła pora na ostateczne starcie. Zwierze ponownie odbiło się, a wtedy on uderzył z taką siłą, która powaliła je na ziemię. Tygrys padł. Mężczyzna wiedział, że napastnik nie jest martwy. Nie było widać na jego ciele żadnych ran. Jedynie leżał, bez ruchu, spokojnie, jakby zupełnie opadł z sił, ostatecznie i niezaprzeczalnie. Łukasz, odwrócił się i odszedł, a wtedy obudził się…
Otworzył oczy była 6 rano, jeszcze ciemno, bo jesień sprawiła, że dni były o wiele krótsze. Położył się na plecach, nadal czując siłę, która przyszła do niego w nocy w czasie snu. Poczuł tę energię, jaką przecież miał w sobie od dawna, ale jakby ukrytą, schowaną. Wiedział co ma robić. Wstał, spokojnie rozejrzał się wokół siebie, zrobił sobie napar z ziół i cytryny. Przystąpił do pisania, tak naturalnie jak nigdy dotąd.
6 miesięcy później jego nowa książka ujrzała światło dzienne, nosiła tytuł: „Siła Twojego Mistrzostwa”. Stała się bestselerem.
Jeżeli to, co robię podoba Ci się i rozważasz zatrudnienie mnie jako coacha, zapisz się na bezpłatną konsultację.
Witaj Marto 😉 Pięknie i obrazowo przedstawiony temat… Przyznaję ,że przeczytałem z zaciekawieniem. Troche mi „namieszałaś” tym tekstem, bo zastanawiam się co miałaś na myśli bo wnioski z tekstu różnią się nieco od mojego punktu widzenia, i sposobu „wybrania” swojego mistrza. Z jednej strony początkowo niezrozumiała bierność bohatera, a potem nagłe zaangażowanie? Zastanawiające ale bardzo Ciekawe spojrzenie na tę kwestię. Osadzone w fajnej rzeczywistości i fajnym językiem. Dziękuję 😉 i będę Wracał 😉
Dziękuję Robert za komentarz.
Wokół mistrzostwa, poszukiwania mistrzów i tworzenia wewnętrznego mistrzostwa bywa sporo emocji. Czasem ludzie szukają kogoś, na kogo będą mogli przerzucić całą odpowiedzialność, za powodzenie we własnym życiu. Po drugiej stronie można niekiedy znaleźć aprobatę dla tego typu zachowań, bo tacy „mistrzowie” czasami poszukują wyznawców i koło się zamyka. Jeden karmi drugiego, a drugi pierwszego.
Wewnętrzne mistrzostwo może Ci dać poczucie spokojnej pewności, że droga którą obrałeś jest dobra, właściwa tylko dla Ciebie. Masz szansę zyskać siłę opartą na Twoim własnym poczuciu mocy i sprawstwa, wpływu na własne życie i odpowiedzialności.