Oto historia mówiąca o tym jak osiągnąć spokój ducha.

Biegnę przez las. Świeci słońce, widzę przed sobą cienie drzew na drodze. Przeskakuję kamienie i pnie, czując swój przyspieszony oddech. Drzewa ze świstem przesuwają się obok mnie, a ptaki śpiewają swoją pieśń. Jestem zadowolona, jest mi dobrze. Czuję się silna i sprawna. Mogę wszystko, jest cudnie. Robię swoje. W końcu bieg przez las to moja specjalność.

Biegnę tak przez kilka godzin, aż zauważam jak słońca niknie za chmurami, powoli, jakby niepostrzeżenie. Drzewa już nie rzucają takich pięknych cieni, jednak ja biegnę dalej. W końcu bieg to moja pasja, to moje przeznaczenie.

W końcu pojawiają się ciemna chmury. Przez głowę przelatuje mi myśl: „Będzie burza? Może warto poszukać schronienia. Nieeee, myślę sobie, to nie dla mnie. Po co? W końcu jeszcze nie pada. Może jeszcze przebiegnę z 2 kilometry. Będę wtedy bliżej celu”.

Więc kontynuuję swoją podróż. Mijam już teraz bardziej szare drzewa, słysząc wokół siebie złowrogo wzmagający się wiatr.

Przebiegłam tak półtora kilometra. Wiatr zaczął już wyć, a ja jestem w środku lasu. Czuję jak pierwsze krople spadają mi na twarz. Po minucie wpadam w ścianę wody. Na szukanie schronienia jest już za późno, bo moje rzeczy się zamoczyły. Myślę sobie: „Co to dla mnie. W końcu nie raz biegłam w deszczu. Deszcz jest dobry. Oczyszcza.”

Wiatr wzmaga się jeszcze bardziej. Musiałam zwolnić tempa, jest mi już bardzo zimno. „Teraz to na pewno muszę biec, bo jak się zatrzymam to będzie mi jeszcze zimniej.” Tracę powoli siły.

Deszcz zalewa mi oczy. Ubranie nieprzyjemnie ciąży. Czuję się sfrustrowana.

Nagle widzę przed sobą duże zwalone drzewo. Myślę sobie: „Przeskoczę”. Stawiam niepewnie stopy obciążone mokrymi spodniami. Wszystko jest jak na zwolnionym tempie: Krok, krok i wyskok. Czuję jak mój but, ześlizguje się na niepewnym gruncie w momencie wybicia się. Ślizg, słyszę mlaśnięcie błota, nagły ból w kostce, zdołałam ledwo przeskoczyć pień, ale tuż za nim… Trach w dół. Czuję jak wilgotna maź otacza moje ciało i kompletnie zalane ubranie. Czuję rwący i piekący ból w kostce, w ustach mam krople mokrego błota. Wpadłam w bagno.

Pierwsza myśl: „Uspokój się, rozejrzyj i zastanów co zrobić”.

Druga myśl: „Chyba oszalałaś. Musimy się szybko stąd wydostać”.

Posłuchałam drugiej myśli, więc trzepię się w błocie jak ryba wyrzucona na brzeg morza, starając się złapać stabilne podłoże. Leżę w tym błocie, a woda i piach zalewają moją twarz. Czuję się z tym źle, myślę o sobie źle, zaczynam już rozpaczać nad swoją głupotą: „Trzeba było tak nie pędzić. Trzeba było zwolnić i poszukać schronienia”.

Leżę jednak i trzepię się w kleistej mazi, jak samotny koń, który padł do bagna i z całych sił próbuje się uwolnić, bo wie, że jest zdany na siebie. Mam wrażenie, że trwa to całą wieczność. Tracę siły.

Ściana deszczu nadal zalewa otoczenie, wiatr wyje.

Nagle przychodzi do mnie myśl: „Spójrz na drzewa. Spójrz na drzewa”

Zatrzymuję się na moment i przecieram oczy. Widzę przed sobą dostojne, spokojne drzewa, które uginają się pod naporem wiatru. Widzę przed sobą pełen spokój i akceptację otaczającej rzeczywistości. Czuję nagle jak litościwie na mnie spoglądają. Być może myślą sobie: „Biedactwo. Po co się tak trzepie w tym błocie? Przecież obok jest droga. Wystarczy się uspokoić i rozejrzeć”

I nagle doświadczam olśnienia. Zatrzymuję się w swoim pędzie. Zaczynam widzieć każdy szczegół rzeczywistości. Każdy pień, kamień, liść i gałąź. Widzę też drogę, która jest tuż obok mnie dosłownie na wyciągnięcie dłoni. Chwytam się gałęzi, która była tuż nad moją głową, jakby to drzewo, którego głos słyszałam, wyciągnęło do mnie pomocną dłoń.

Wyczołgałam się na drogę. Leżę wyczerpana, ale nigdy nie czułam się tak wspaniale z powodu możliwości odpoczynku przy drodze, w mokrych i zabłoconych ubraniach.

Dziś jest moja wielka lekcja.

Ja często się zdarza bezrefleksyjnie pędzić. Jak bardzo jesteśmy skoncentrowani na działaniu, zapominając o refleksji. Co by się stało, gdybyśmy częściej rozglądali się dookoła i zastanawiali: czy to jest dla mnie najlepsze? Czy szybciej wychodzili byśmy z kłopotów, gdybyśmy, leżąc w błocie, spokojnie spojrzeli na sytuację i poszukali wyjścia?

Jeżeli to, co robię podoba Ci się i rozważasz zatrudnienie mnie jako coacha, zapisz się na bezpłatną konsultację.

Komentarze

comments