Teresa jest dobrze ustawioną trzydziestopięciolatką, która mogłaby nazwać siebie szczęściarą. Jednak w życiu często zadawała sobie pytanie: jak osiągnąć szczęście. A potem starała się rzetelnie i sumiennie wykonać lub zrealizować wszystkie rzeczy, które miały ją tam zaprowadzić.
Wychowała się w rodzinie dwojga przedsiębiorców, którzy zawsze byli nastawieni proaktywnie do życia. Rodzice dopilnowali, żeby Teresa dostała dobre wykształcenie: dwa kierunki studiów, część za granicą, dwa języki biegle. Dzięki swojemu wykształceniu, dziewczyna zaraz po studiach dostała się od wymarzonej pracy w korporacji, gdzie zajęła bardzo interesujące ją stanowisko w dziale HR.
Zanim tam trafiła już w połowie studiów marzyła o dobrej pracy i lubiła o tym porozmawiać ze swoją przyjaciółką Iwoną:
– Powiem Ci, że czuję się lekko zdołowana. Jestem jeszcze na takim etapie, że nie przyjmą mnie do tej pracy w tej chwili. Jeszcze nie skończyłam studiów, no i nie miałabym tyle czasu, żeby się poświęcić. Pytanie czy mnie tam przyjmą. Strasznie chcę tam pracować, to będzie spełnienie moich marzeń, gdy tam się dostanę będę mogła wreszcie poczuć się w pełni szczęśliwa – powiedziała Teresa do swojej przyjaciółki Iwony, która patrzyła na nią lekko zdziwiona.
– Teresa, przecież praktycznie dostajesz wszystko, czego chcesz, właściwie czasem tylko musisz chwilę dłużej poczekać. Dziwi mnie to, że czujesz się zdołowana. Przecież wszystko ma swój czas, napiszesz pracę, obronisz się i dostaniesz tę pracę… z Twoim wykształceniem.
Teresa poczuła się niezrozumiana, więc kiwnęła głową, podziękowała przyjaciółce za rozmowę i poszła pospiesznie do biblioteki pisać swoją pracę.
I rzeczywiście po roku, od razu po studiach dostała się do pracy w dziale HR, w swojej wymarzonej firmie.
Na początek euforia, radość, ale już po 2 tygodniach, Teresa poczuła, że to po prostu jest praca, którą trzeba dobrze wykonywać i nie ma się czym „za bardzo podniecać” – jak to zwykła do siebie powtarzać.
Rok potem Teresa postanowiła, że weźmie wreszcie ślub ze swoim chłopakiem, z którym spotykała się już od 4 lat i czuła, że to będzie jej przyszły mąż. Na spotkaniach z przyjaciółką zwierzała jej się:
– Powiem Ci Iwona, że już nie mogę się doczekać. To będzie najpiękniejszy dzień w moim życiu. Gdy się pobierzemy będę mogła wreszcie poczuć się w pełni spełniona i szczęśliwa. Teraz jakoś tak czuję się mało usatysfakcjonowana, to jednak nie to samo co mąż i żona.
– Od 2 lat mieszkacie razem, w zasadzie jak mąż i żona. Myślisz, że po ślubie coś się zmieni?
– Na pewno. Przede wszystkim ja się poczuję inaczej. Nie wiem jak Łukasz, ale ja zawsze chciałam mieć wspaniałą rodzinę z takim człowiekiem. Pani Kowalska i Pan Kowalski. Będziemy jeździć razem na pikniki już jako mąż i żona, a potem urodzą się nam dzieci i będziemy wreszcie mogli poczuć się spełnieni. To tak pięknie wygląda, gdy o tym myślę. Ach…
Po ślubie Teresa była w euforii przez cały tydzień ich wyjazdu miodowego, ponieważ już po tygodniu pokłóciła się z Łukaszem i boczyła się na niego przez kolejny czas wspólnego urlopu. Po powrocie wszystko wróciło do normy, ale na euforię już nie miała czasu, bo musiała wrócić do pracy, a w pracy, co? No trzeba pracować.
Rok potem Teresa postanowiła założyć swój własny biznes, bo praca w korporacji stała się dla niej nużąca i w zasadzie przestała czuć się szczęśliwa właśnie przez pracę.
Lubiła spotkać się ze swoją przyjaciółką Iwoną, żeby wypłakać jej się na ramieniu, jak to firma jej nie docenia, a szefowa jest wymagająca i wcale nie ma ochoty pochwalić jej ciężkiej pracy. Mówiła do swojej przyjaciółki:
– Gdy założę swoją własną firmę wreszcie będę szczęśliwa. Mam dosyć tej cholernej firmy. Ci ludzie, ten klimat. Nie można się tam rozwinąć.
Iwona już nauczyła się, że pomysłów przyjaciółki nie należy negować, nie warto też jej zwracać uwagi na drobne niekonsekwencje, po prostu trzeba ją wysłuchać.
I co się stało? Po dwóch latach Teresa założyła swoją własną firmę. I ponownie po miesiącu od otwarcia zadzwoniła do Iwony ponarzekać, jak to we własnej firmie musi ciężko i długo pracować. Jak wreszcie będzie ją stać na zatrudnienie pracowników, wtedy będzie mogła poczuć, że to jest to!
Wielu klientów, którzy do mnie przychodzą na coaching, chce tak naprawdę znaleźć odpowiedź na pytanie: jak osiągnąć szczęście. Z mojego doświadczenia wynika, że nie znajdziesz go poprzez realizację zachcianek swojego ego.
Ego stale za czymś goni, ciągle szuka nowej podniety i nigdy nie może znaleźć spełnienia. Kiedyś coś się wydarzy i będę mogła być szczęśliwa. Jak osiągnę to a tamto, wtedy moje życie będzie idealne.
Ta lista się nigdy nie kończy. Ego nie da Ci spokoju, bo ono zawsze chce więcej, mocniej, bardziej. Zawsze wymyśli sposób na to, żeby wykazać, że nie jesteś we właściwym miejscu, nie jesteś wystarczająco dobra i będzie myślało o przyszłości, projektując w niej nowe lepsze życie i większe poczucie szczęścia.
Nie zrozum mnie źle: to nie oznacza, że nie należy planować i mieć celów. Chcę ci tylko powiedzieć, że osiągnięcie tych celów, nie da Ci stabilnego szczęścia, bo szczęścia nie znajdziesz na zewnątrz. Szczęście możesz znaleźć jedynie w sobie.
Jeśli chcesz otrzymać wsparcie odnośnie powyższego tematu zapisz się na bezpłatną konsultację.